Mój Mąż Radykalny Gracz

W naszym rodzinnym kalendarzu na czerwono zakreślone jest kilka ważnych dat i bynajmniej nie są to kolejne rocznice czy urodziny teściowych. To właśnie za jego sprawą zdarzają nam się takie urozmaicenia, kiedy lądujemy w łóżku we trójkę…

Pasja mojego lubego.  Gry.

Poznając Mr.G., pukając do drzwi jego serca (!) wiedziałam, że swoje stałe miejsce na tronie, przez lata pielęgnowane, berło dzierżąc w łapie, ma jedna pasja. Zaszczepione od małego spędzanie przed konsolą czasu, zarwane nocki za dzieciaka schowanego pod kołdrą podczas obserwacji najgorszych horrorów, współtworzenie zespołów, adminowanie wielkim imprezom gamingowym, śledzenie kolejnych informacji o wydawanych tytułach, przypieczętowane w końcu, niczym wisienką na tym całym technologicznym torcie, całoetatowym pisaniem o grach. W tym świecie nieraz czułam się jak celebrytka!

Orężem mego ukochanego kontrolery, tarczą jego konsole, a wyzwaniem kolejna misja w ukochanym tytule. Moim orężem kołdra i przekleństwa na ustach, gdy znów, zamiast bliskości, Mr.G. zalicza nocną randkę z Horizonem czy innym Wiedźminem. A gdy już udało nam się wygonić pierworodną z naszego łóżka, tak wylądowała w nim kolejna księżniczka- o imieniu Zelda ze swoim partnerem Switchem.

Nie powiem, dobraliśmy się lepiej niż Gosia Rozenek z Radkiem Majdanem –  ja też jestem hardcorowym graczem. Godziny spędzane przeze mnie przy serii The Sims można mnożyć, złamane kody mogły swego czasu być z pamięci recytowane, a siadając w naszych metrach pierwszy raz po zachętach lubego do ukochanego teraz przeze mnie tytułu Don’t Starve spędziłam bite 9 godzin, bez przerwy na siku. Świadomie nie namawiam lubego, by dokupować dodatki do tego tytułu, bo Samosia zostałaby półsierotą. Choć czasami aż ręce się rwą, a kto trzeba dostaje po mordzie. Policji jednak żaden sąsiad nie wzywa, bo to tylko dwóch zapaleńców dzierży  na kanapie czarne pady, matka piszczy jak nastolatka waląc na oślep w przyciski. Bijatyki to po mężu, dziecku, seksuologii, kolejna miłość.

Ktoś naćpany kiedyś powiedział, że człowiek, który w pracy realizuje własne pasje nie przepracuje w życiu ani jednego dnia. I czasami aż żółć mnie zjada widząc jak się spełnia, jakie wulkany endorfin wybuchają, gdy napierdziela z prędkością światła w klawiaturę o grach, gdy jest w stanie poświęcić sen, relaks i seks realizując kolejne zlecenia. Widzę ten błysk w oku, gdy w naszym domu pojawia się kolejny synuś, bo tak pieszczotliwie ja nazywam nowe konsole. Tylko cholera, stary, nie zazdroszczę Ci tych worów pod oczami czy powoli szroniących się włosów z przemęczenia, chociaż wiem, że powiesz iż to głównie z mojego powodu.

I wiem doskonale, że gdyby tak jakiś zwyrodnialec przystawił mi spluwę do głowy każąc mu wybierać, czy ja czy utrata dostępu do Internetu na całe życie, tak po przewartościowaniu można by było dojść do wniosku, że co jak co, ale nadszedł mój czas i nikt by się chłopu w zupełności nie dziwił przypatrując się, co ze mną przeżywa ;) Kobieta, pomimo że taka niesamowita jak ja, może pozostać wymieniona na nowy model, pasja – bezcenna.

Ktoś z tłumu wykrzyknie – hola! Gry to krzywo zakrojona rzeczywistość i zachęta do przemocy! A krzesła rzucane w mamusię, która wyłączyła Internet? A zabijanie ludzi w Call of Duty? Każdemu z Was, kto prawi takie morały polecam zluzować porty i udać się  na jedną z imprez esportowych – walka sportowa, emocje prawdziwe i dreszcz po plecach. W dzisiejszych czasach nie tylko gry uzależniają i wykrzywiają rzeczywistość, bo może to zrobić zdrowa żywność, seks, czy chociażby jedzenie kredy. W swojej dziesięcioletniej karierze bycia kobietą Gracza przetestowałam na własnej białej skórze jak bardzo wielką radochę, satysfakcję i pozytywne szaleństwo może przynieść wspólne granie. Odwiedźcie Intel Extreme Masters, Poznań Game Arena lub inne – to trzeba poczuć, liznąć trochę potu z gamingowych skroni.

Nie ukrywam, że inspiracją do stworzenia bloga, oprócz głównej bohaterki, małej królowej tylko jednej, był on sam- gdy człowiek obserwuje drugiego z pasją, to aż samemu chciałoby się najarać tym co on bierze. Wdycham więc czasami i czerpię zachęty, że można więcej, lepiej, z większą satysfakcją.

Ostatnio nasze romantyczne wieczory spędzane są przy dobrym winie i komputerach. Największa impreza, smakołyk dla zapaleńców rodem zza Oceanu zawitał w chorzowskie pielesze. Komputer włączony 24 godziny, dziecko prosi o tatę, już powoli nie poznaje, żona nawet cycki pokazuje stojąc za komputerem – nic nie działa, luby jak w transie w świecie piratów, egipskich zabójców, szalonych królików i nowych x. Co zrobić? No po prostu kochać. A i tak odrobi w polu… ;)

Napisz komentarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii PARTNERSTWO i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz