Dziecko, wygugluj sobie seks? O edukacji seksualnej Samosi

Stojąc przed moim półtoraroczniakiem wiem doskonale, że mam jeszcze na to czas. Sporo czasu, a jednocześnie tak mało, bo sama wyznaję w tym względzie zasadę, że im wcześniej, tym lepiej. I ktoś powie mi, że jestem maniaczką (bo jestem maniaczką!), ale jeżeli już rozmawiamy o tej sferze, to dla mnie podstawa wszystkiego – jak jedzenie, sen, ciepło czy odpoczynek…

… a natchnął mnie do tego tekst z zinu towarzyszącego Manifie 2017 w Poznaniu (link).

W swoim życiu miałam to szczęście w nieszczęściu, że pomimo małej intensywności zajęć z WDŻ gdzieś tam trafiali się ludzie, którzy chcieli coś przekazać. Nadal z rozrzewnieniem pamiętam nauczyciela, który pracował z nastoletnimi matkami w ośrodku opiekuńczym. Jego doświadczenie, wiedza i historie, które opowiadał skutecznie zachęcały do pogłębiania wiedzy z zakresu własnej seksualności, a raczej czerpania informacji jak w tę ciążę nie zajść. Pamiętam też takich, którzy kompletnie nie potrafili w to grać – jak nauczycielka WDŻ, która mając przygotowaną lekcję o antykoncepcji dla dziewcząt stanęła przed nami, a akurat chłopakami nie miał się kto zająć, i z wypiekami na twarzy stwierdziła, że ona nie będzie na takie tematy rozmawiać z całą klasą. Naprawdę? Nie bez przyczyny za bardzo nie wspominam o rodzicach, bo najczęściej  w czasie moich nastu lat ich forma edukacji sprowadzała się do ostrego grożenia mi palcem i ostrzeżeniach o uważaniu na chłopaków. Cokolwiek miało to znaczyć.

Pornografia mnie nie kręciła, bo za bardzo nie miałam jak się utożsamiać z tymi połykającymi i nadmuchanymi lalami – pomimo swojego dużego biustu –  a jako kujonka lubiłam podręczniki, więc to po nie sięgałam najczęściej. Z biegiem lat doszły do tego artykuły naukowe, felietony i spisane apele. Myśl feministyczna, kult kobiecego ciała i wiedza naukowa przyświecały mojej samoedukacji seksualnej.

Jako studentka wiązałam z edukacją seksualną swoją przyszłość zawodową, nie widząc żadnej innej słusznej drogi. Udało mi się nawet zbadać całkiem sporą grupę nastolatków, którzy jak nikt inny podpowiedzieli mi, że edukator seksualny to bardziej potrzebny polskiej szkole niż Macierewicz polskiemu wojsku. Mój zapał jednak przygasł, gdy dowiedziałam się, że z moimi poglądami i postawą życiową po kilku dniach najpewniej z każdej szkoły wyrzuciliby mnie na zbity pysk, w kuratorium miałabym postępowania w swojej sprawie, a pod oknami mojego domu paliłyby się słomiane stosy oburzonych rodziców.

Od zawsze też czułam, że edukacja seksualna Samosi będzie dla mnie jednym z priorytetów, bo sądzę że nie tylko jej zdrowie, ale i bezpieczeństwo i przyszłość od tego właśnie zależą. Moja relacja z Mr.G., podejście do mojego ciała i innych ludzi wokół staną się podstawą do stworzenia jej obrazu ciała i miejsca w świecie  – nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdyby sądziła że kobiece kształty są obrzydliwe, że wyrażana przemoc i opresja wobec kobiety „jest normalna”, że nie ma miejsca w kobiecym życiorysie na własne pasje, marzenia, a podporządkowanie całego życia jej umiejętności rodzenia dzieci jest przykrym obowiązkiem, a nie osobistym wyborem. Czułość między kobietą a jej partnerem czy partnerką jest podstawą uczuciowej relacji, opartej na szczerości, akceptacji, kompromisie. Od małego będę jak wino we własne gardło w porze weekendu wlewać jej, że nikt bez jej zgody nie ma prawa dotknąć jej ciała, że w tej sferze nie ma tajemnic, że może na mnie, swoją mamę liczyć zawsze – nieważne, czy będzie to pierwsza menstruacja, pierwsze zauroczenie, czy jednak wymuszenie czułości lub nieudany stosunek.

Jak rozmawiać więc ze swoim dzieckiem o seksualności? Oto kilka punktów, których jak mantra ja się trzymam:

  1. Nie tylko w okresie dojrzewania

Czy tego chcesz, czy nie, Twoje dziecko jest istotą seksualną od narodzin. Kształtowanie poczucia własnej płci, przypisanej jej ról czy stereotypów związanych z płcią już od najwcześniejszego dzieciństwa ma miejsce – i to właśnie dzięki Wam, starzy. Nie wiem jak Wy, ale ja często widzę swoją pierworodną, która z torebką pod rękę i wózkiem biega po pokoju, albo przeciera szmatką podłogę i macha łyżką w garnuszkach (śrubokręt też czasami udaje jej się wykraść z szafy ;) ). Kilkulatek nie ogarnie rozlazłego opisu stosunku płciowego ze wszystkimi fazami podniecenia jako wytłumaczenia pytania „skąd się biorą dzieci?”, ale pochłonie znaczenie różnic między tatą a mamą i dzidziusia pojawiającego się z miłości. Sama wiem po sobie, że mając 16 lat nie potrzebowałam już rozmów o antykoncepcji, ba! krępowało to jak cholera.

  1. Matko i ojcze! Edukujcie się

Nie mówię od razu, żeby wraz z pojawieniem się potomka na świecie rozpocząć studia medyczne, a później zahaczyć o seksuologię, ale co nie co z mądrych książek czy artykułów, albo filmików na Youtube ze sprawdzonych źródeł, napomknąć by się dało ;) Szczególnie polecam Wam inicjatywę edukatorów seksualnych – Ponton (link) – ludzie z ogromną wiedzą i misją edukacyjną.

  1. Nie psuj atmosfery i doceń to!

Nie potrafię sobie jeszcze wyobrazić sytuacji, w której Samosia przychodzi do mnie i pyta o seks. Moja nastoletnia siostra także tego jeszcze nie zrobiła, choć rozmawiałyśmy wiele razy o anatomii, gdy była młodsza. Wiem jednak z autopsji, że wiele psuje zła atmosfera – gniewu, złości i agresji ze strony rodzica. Oczywiście, że pijąc popołudniową kawkę i z nosem w facebooku Twoje dziecko przychodzące z pytaniem o seks może Cię przyprawić jedynie o zachłyśnięcie, zresztą zawsze dla Ciebie będzie za małe na pytanie w tym względzie, ale rodzicu doceń to – dla Twojego potomka stałeś się osobą najbardziej kompetentną do udzielenia odpowiedzi w tym temacie. Ja bym pękała z dumy. A Ty?

  1. Dobieraj słowa

Mimo że język się będzie plątał, a na czole wystąpią krople potu, bo jak rozmawiać z tym potworem, któremu niedawno się pieluchy wymieniało, a przecież teraz to stanowczo za wcześnie, tak wiele zależy również od naszego doboru słów – przestraszenie na nic się zda, agresja również, a może jednak akceptacja i delikatność będzie panaceum na pragnienie wiedzy malucha?

  1. Nie odsyłaj do Internetu

Sami dobrze wiemy co znajduje się w Internecie – podrzucanie dziecku tej formy zdobywania wiedzy o własnej seksualności jako słusznej i jedynej, wydaje mi się po prostu niebezpieczne. Jako młoda mama, i pewnie niejedna z Was mi tutaj pionę przybije, tyle ile można bzdur wyczytać na forach parentingowych, to chyba tylko więcej na temat seksu. Nie chciałabym, żeby szesnastoletnia Samosia płukała sobie po stosunku pochwę colą wierząc, że to jej pomoże nie zajść w ciążę. Raczej za niedługo zaopatrzymy się w atlas anatomii człowieka dostosowany do wieku kilkulatka i wtedy podzieje się magia ;) Albo razem obejrzymy, przeczytamy coś, co będzie interesować moje dziecko – a wiem, że w tym temacie można też improwizować prezentując zamiast narodzin bobasa, narodziny króliczków – tak bez traumy na całe życie…

A jakie Wy macie podejście do kwestii seksualności własnych dzieci? Piszcie! Jestem ciekawa, czy tylko ja jestem tak pogięta w tym temacie ;)…

Napisz komentarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii SAMOSIA, ZDROWIE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz