Dwadzieścia siedem i dwa lata

Bawełniana. O tym pisze się najtrudniej, bo chciałoby się nie tylko czule, lekko, ale i ze szczyptą codzienności. O kłótniach, że za dużo czasu w pracy, o pretensjach, że znów zasnęłam, a miał być romantyczny wieczór. Chciałoby się skromnie, że ta codzienność nad czwartym kubkiem kawy, na kanapie i przy ulubionym serialu ciągle cieszy. Nadal tak cholernie się chce.


Chciałoby się przyznać, że przekonana byłam, że właśnie tak będzie. Ale nie byliśmy – ani Ty, ani ja. Dobrze wiesz, że ta przysięga 10 października nie była wypowiedziana ze wzruszeniem, a z paniką, że teraz to na pewno tylko jeden. Do końca świata. Jak to do cholery możliwe?

– Moglibyśmy czasem znów poszeptać sobie o miłości? Tak powiedzieć nieśmiało, z zaciśniętym gardłem i sercem pełnym wzruszenia, że do końca świata, że planujemy tylko w szczęściu i zdrowiu, a to co przed nami to nieważne, bo najważniejsze by wspólnie?

– Przecież to wszystko dzieje się tutaj i teraz…

Dwa lata. Chodzisz z tym małym po świecie, pragniesz pochylić się nad każdym ździebełkiem trawy, kwiatkiem, żeby poczuła na policzkach najmniejszy podmuch wiatru. Nauczyć to małe rosnące pisklę co ważne, co najcenniejsze, jak być dobrym i szczęśliwym człowiekiem. Tak, szczęście chciałabyś wetknąć i wcisnąć jej, bo wiesz że właśnie na to tak mocno zasługuje. I choć jesteś twardą babką, która już nie raz po czterech literach dostała, która bitch face jak wyryte prezentuje codziennie, tak w domu wzruszasz się nad nieporadnym buziakiem i „tato, dzisiaj dziewcyny idą razem spać”. Wiesz doskonale, że płakać będziesz nie tylko na dyplomowych zakończeniach, ale łzy pociekną po zaczerwienionym policzku przy pierwszym wierszyku na występie w przedszkolu i  na setnym z kolei, bo jako pierwsza wstaniesz i bić będziesz brawo.
– Robimy takie fajne dzieci, może przydałoby się jeszcze jedno?

Dwadzieścia siedem. Dziesięć lat wcześniej moje życie nie zamykałoby się w 60 metrach pełnych dziecięcego śmiechu, matczynych przekleństw, ojcowskich sprzętów, rozsypanej czekolady i pokładów czułości w najdrobniejszych sprawach, w najmniejszych momentach. Miało być dziko, z nieskończoną szansą na rozwój, z sukcesem w jakimś Mordorze, z lekkością bytu. Jest sielsko, z nieznanym jeszcze widokiem na tę tylko moją przyszłość, z jego przyszłością tak dobrze widzianą, bo wśród ukochanej pasji. Podczas półsennych poranków, śpiewanych dziecięcych piosenek i szalonych dwuletnich tupnięć, chce się rzecz, że lepiej być nie może. Docenić to co mam w garści jest najtrudniejsze, ale ja ciągle jeszcze w drugiej ręce trzymam lornetkę z widokiem na przyszłość.

– O czym dzisiaj piszesz?

– O miłości.

Napisz komentarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii PARTNERSTWO i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz