Dlaczego przegrałam jako matka?! Mam córusię tatusia!

W gruszkowym rodzie, którego zostałam częścią za sprawą mojego lubego, króluje jedna z opowieści jego dzieciństwa. Szanowna teściowa, babcia D., w jeden z gorących letnich dni udała się z szacownym mym małżonem w wieku około roku do piaskownicy. Jak go posadziła w piasku, tak mała Gruszka chwyciła w swe tłuste łapki dwa korki z butelek plastikowych i zaczął przesypywać piach z jednej do drugiej. Teściowa niewiele myśląc i nie chcąc w polemikę podejmować kwestię poprawnego rozwoju syna, zagłębiła się w ploteczkach z osiedlowymi koleżankami. Czas płynął, koleżanki zaczęły zbierać się do domów, wróciła również moja teściowa. Tyle że bez Mr.G. Gdy po kilkunastu minutach zorientowała się, że dziecka w domu brak, pobiegła bez tchu do piaskownicy, a tam mój luby dalej siedział i przesypywał piach – z jednej do drugiej zakrętki.
I gdy po tych 25 latach widzę jak Samosia przelewa wodę z jednego kubeczka do drugiego przez bite 15 minut w kąpieli, to mam pewność że do czynienia mi z córusią tatusia…

Pamiętam pierwszy tydzień po powrocie ze szpitala, kiedy gdy tylko leciałam z jęzorem wywalonym by poczuć choć przez minutę prysznic na swej twarzy, od razu odzywała nam się Samosia. Samosia, której totalnie nie ogarniał Mr.G., którą rozumiał, pomimo najszczerszych chęci, gorzej od swojej kobiety w połogu. Przed oczami nadal mam scenę, gdy z pianą na łbie, pół naga i zalewająca panele biegłam do sypialni, a w niej luby trzymający stanowczo za nisko i za sztywno drącą się w niebogłosy, czerwoną ze złości mą córę. „Ja jej nie ogarniam, próbowałem przebrać, ale tak się darła”- wycedził jeno, a pot strużką oblewał skronie. Uczyliśmy się więc wszystkiego na spokojnie, ale to pewnie tylko dlatego że w anemii i po kilku godzinach snu, chodziłam przyćpana lepiej niż niejeden buchacz.

Na nieszczęście po kilku tygodniach stałam się najgorszą z gatunku matek, czyli „daj ją, ja to zrobię lepiej”. Gdy tylko nieszczęśnik brał dziecko na ręce ja przez ramię okiem lampiłam czy dobrze trzyma, czy podtrzymuje tak jak się umawialiśmy. Na swoją obronę mam jedynie fakt, że miałam hopla na punkcie napięcia mięśniowego, chciałam więc by Samosia była trzymana zgodnie z zaleceniami fizjoterapeutów, by główka odpowiednio była podtrzymywana, by z butelki żadne powietrze się nie dostało, ble, ble, ble. Każda kobieta obiecuje sobie tak nie robić, nie tłamsić tacierzyńskich zapędów bardziej niż nieelokwentne uwagi teściowej. Mnie się to oczywiście zdarzyło.

Z transu obudziła mnie Samosia, która po prostu wybrała tatę.  Mr.G. od początku jest towarem deficytowym, zarówno dla niej jak i dla mnie,  za to ja, jako typowa matka, do roku byłam na każde skinienie dłoni, na każde pierdnięcie w pampersa, na każdego gila z nosa. I choć dupą trzęsłam przed powrotem do pracy wiele miesięcy wcześniej ze względu na tę moją szaloną dwójkę i to jak się zgrają, tak to dziecko samo wybrało, że teraz moc jest po stronie taty, ja za to niczym Gollum wpatruję się po ciemnej stronie, cedząc jedynie pod nosem „my precious… my precious…”.

A teraz jak jest? Teraz szał by night, bo matka i wyspać się może, i nie nosi, i nawet jest gorszym kompanem do zabaw. Cudownie widzieć,  kiedy Samosia łapie pada w dłonie i z tatą próbuje grać lub z zapędami Szpakowskiego po swojemu wykrzykuje podczas oglądania piłki nożnej z Mr.G. Nie powiem, że czasami serce ściska mocniej niż dupę przyciasna para spodni sprzed ciąży, bo teraz centrum samosinego wszechświata jest zlokalizowane gdzie indziej. Czasami aż żal matkę łapie, że teraz to tylko obiad, pranie, od niechcenia jakaś książeczka czy piosenka zaśpiewana w przelocie. Radzę sobie jednak z tym najlepiej jak potrafię i niczym rasowa #złamatka, spisuję sytuacje, w których muszę nieco łzę powstrzymać i rozkoszować się chwilą ;)…

Oto moje 6 sposobów jak sobie poradzić emocjonalnie ze stratą, gdy Twoje dziecko „woli tatę”:

  1. Kiedy pacholęcie bawi się z rodzicielem płci męskiej, Ty  zaparz sobie ulubioną kawę w ulubionym kubku, usiądź na kanapie i ciesz się widokiem – nigdy nie wiadomo, kiedy to znów Ty będziesz musiała być kotkiem, pieskiem lub, tak jak w naszym przypadku konstruktorem miasta z ciastoliny…
  2. Gdy Twoje dziecko znów obudziło się w nocy i ponownie woła tatę, a Tobie robi się przykro, że biedaczek znów połowę nocy spędza w łóżeczku dziecięcym, przypomnij sobie dokładnie te noce, kiedy on beztrosko kimał w ciepłym łóżeczku, a Ty karmiłaś, przewijałaś, lulałaś, nosiłaś i masowałaś brzuszek. Przypomnij sobie wszystkie uczucia, które wtedy Ci towarzyszyły i… obróć się na drugi bok. Słodkich snów, mamuśko!
  3. Twój maluch woła tatusia z płaczem, bo znów kuku na kolanie/ czole/ w oko, i tatusiek leci na złamanie karku? Nie denerwuj się, bo stary da sobie radę, podaj ewentualnie gazik lub okład zimny i koniecznie sprawdź, czy czasem krwią podłogi nie zalali, bo dopiero powycierałaś ;)
  4. Kochana, przez cały ten macierzyński czas narzekałaś, że nie masz ani chwili dla siebie – oto ona! Łap więc za książkę, umów się do kosmetyczki, spotkaj z dawno niewidzianą koleżanką czy po prostu przeskrolluj facebooka. Łap chwilę!
  5. W najgorszych chwilach, gdy mam PMS, a mała nie chce się przytulać, chwytam w łapy zdjęcia, gdy była malutka i tylko moja i płaczę. A później znów przypominam sobie, co czułam, gdy ufajdana, umęczona, brudna i niepoczesana miałam bite 18 godzin ją na rękach. Puszczam więc i jej i Mr.G. buziaki ;)
  6. Gdy ktoś w towarzystwie spyta, kiedy planujecie kolejne, spójrz na swojego lubego, który właśnie przeciera brudną buzię lub walczy, by wydostać się z domku na placu zabaw, bo pobiegł tam za Waszym pacholęciem, i całkiem poważnie odpowiedz, że nie wiesz, czy temu mężczyźnie uda się połączyć pracę na cały etat, wymagającą żonę i do tego aż dwójkę zakochanych w nim dzieci (tak, taki również powód niepowiększania rodziny usłyszałam od Mr.G. ja :D).

A jak to jest z Wami- Wasze diabolęcia bardziej tatusiowe, czy mamusiowe? ;)

Napisz komentarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii SAMOSIA i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz