Czy przy drugim dziecku wyluzuję?

46. 46 długich dni bez mego internetowego dziecięcia, a to tylko dlatego że musiałam w końcu dokończyć niedokończone, co wlekło się za mną gorzej niż gluty na samosinym nosie. Dopadła mnie jeszcze pewna zmora, gorsza od lenia studenckiego przy sesji, gorsza od niemocy matczynej po zaliczonej bezsennej nocce i braku poranka z gorącą kawą. Najszczerzej powiedziawszy, jest to gorsze niż dzień bez czekolady.

Dziecko me już takie duże, łapki już nie tak tłuściutkie niemowlęco, wzrok maślany nie wbija się w mateczkę, a przemierza horyzonty nowego świata. I matka już tak nieco z boku, na pasie pomocniczym, no chyba że dupkę po kupie trzeba podetrzeć albo podać zabawkę ze zbyt wysokiej półki. Bodziaki zamieniamy na dorosłe koszulki i koszule, w grę wchodzą już nawet bajki ratujące każdy ohydny moment dnia, w słowniku coraz więcej dwuletnich epitetów, a humorki iście nastoletnie wręcz, rzekłabym. Godny moment, by powiedzieć „Czas na nowe!”.

Lędźwia me dziksze od pełnych bioder chłopskiej Jagny, chciałyby Mr. G. przytwierdzić na siłę do ściany fundując sobie po zbliżeniu kolejnego juniora, bo jakże to tak, że ja się starzeję, godny materiał genetyczny się marnuje, a w piecu pusto? Chłop jednak jako jedyny myśli w tym duecie, przypomina co jeszcze pozostało do zrobienia, co jeszcze ja kobieta mam w swych planach i powinnościach, żebym pamiętała że zażaleń i skarg zgłaszać nie będę mieć prawa, gdy jednak coś się zagrzeje. Że tak powiem,  Mr.G. zwrotów nie przyjmuje, nawet w terminie do 14 dni ;)

Odkładając jednak zapędy instynktu macierzyńskiego wysuwając na miejsca czołowe plany rozwoju osobistego w połączeniu z pracą i sumiennym ujarzmieniem prawiedwuletniego diobła z uśmiechem aniołka, snuję plany na następne 15 lat. Oczywiście, że chciałoby się żeby Mr.G. dom zbudował, jabłonkę zasadził (ostatnio w romantyczne wieczory zapijamy się cydrem, więc i przydałoby się materiału na domowy trunek <3), no i coś tam jeszcze spłodził, a nie mówię tutaj o nowej recenzji czy felietonie.

I choć teraz totalnie nie będę udawać, bo macierzyństwo dla mnie to nie hocki- klocki, a co najmniej zagmatwana strategiczna wojna z miłością bezgraniczną w tle, o czym mąciłam na początku, tak przy drugim pacholęciu chciałoby się lepiej ogarniać życie. Oczywiście z totalnym luzem i uśmiechem na ustach. Są pewne wątpliwości, ale kto jak nie nieracjonalna optymistka z owulacją w majtkach nie przemówi do rozsądku. Kilogramy ciążowe? Jakie kilogramy! Za Samosią będę biegać, sam brzuszek mi urośnie, w 9. miesiącu z nagą sesją wyląduję. Dwójka z domem na błysk? A kto tutaj mówi o błysku? Już teraz się cieszymy, że sanepid nie wpada z inspekcją, a kolejne góry prania tworzą labirynt w sypialni, który lepiej od Dedala tylko matka ogarnie ;) Kilka body więcej się zmieści, zabawki poupycham jak teraz  upycham, a gotować będę większe porcje i zamrażać. Ewentualnie seniorka rodu panieńskiego pomoże, jak nie pomagała teraz, tak pomoże później. Samosia zazdrościć nie będzie, bo mój multitasking rodzicielski osiągnie wyżyny i każde będzie miało mamusię w nadmiarze, choćbym wszędzie miała z juniorem przy cycu biegać (bo oczywiście tym razem wygram walkę z własną laktacją, która tym bardziej storpeduje mój metabolizm na poziom maksymalny). Chciałoby się przysiąc, że nie tylko będę kładła nacisk na rozwój dziatwy, ale i jeszcze swój własny, nie zapominając o mężu mym najukochańszym, mniej lub bardziej dobrowolnym sprawcy tego cyrku.  A czy ja zwariuję? A zwariuję! Załatwione? Załatwione! Kurde, wierzycie że przy drugim to nawet chce mi się oczy mydlić, że mi cycki nie opadną i dupa nie urośnie? Chyba czas się zbadać i to nie w kierunku płodności…

Cholera, jak ja bardzo za tym tęskniłam. Witajcie ponownie, pysiaki, mam nadzieję, że będzie mnie tu częściej i więcej, i to  nie tylko dlatego, że 7 rok z rzędu nie jestem gotowa na lato. ;)

Napisz komentarz
Ten wpis został opublikowany w kategorii SAMOSIA. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz